Uniwersum Metro 2033: Korzenie niebios
"Dziwnie jest poruszać się w otwartej przestrzeni. Żyję od tak dawna pod ziemią, że chyba doznałbym szoku pod rozgwieżdżonym niebem. Ale gwieździste niebo należy już do przeszłści. Pokrywa chmur, z której spada lepki śnieg, jest jak niskie sklepienie grobowca. Czasami myślę sobie, że Ziemia stała się olbrzymim grobem, mogiłą dla całej ludzkości, i że my, nieliczni ocaleni, jesteśmy jedynie niewygodnymi anomaliami statystycznymi,żałosną resztą z działania matematycznego, które powiodło się niemal perfekcyjnie."
Jako ogromna fanka "Uniwersum" z niecierpliwością czekałam na moment, w którym dane mi będzie sięgnąć na półkę po "Korzenie niebios". Zachęcona dodatkowo opinią samego twórcy projektu, przeczytałam i... zawiodłam się.
Na tle innych części ta wypada słabo. Sama fabuła nie zachwyca. Ksiądz John Daniels wyrusza z Rzymu do Wenecji w celu odnalezienia tamtejszego Patriarchy, co umożliwi wybór nowego papieża. Głównemu bohaterowi towarzyszy w podróży banda zabijaków, od początku negatywnie do niego nastawionych. Dodatkowo wspomniana wesoła gromadka nie ułatwia wykonania zadania.
Cała akcja przeplatana jest filozoficznymi rozważaniami kapłana. Jego postawa wobec Boga jest niestabilna i zmienia się w zależności od sytuacji, w jakiej znajduje się bohater. To niestety czyni książkę zwyczajnie nudną.
Tym, co pozbawia "Korzenie niebios" uroku właściwego serii, jest zdecydowanie zbyt duża ilość elementów nadprzyrodzonych. Świat wykreowany przez Dmitrija Glukhovsky'ego pełen jest stworzeń, których istnienie jest efektem katastrofy nuklearnej. Wszystko jest jasne i logiczne, czego niestety nie można powiedzieć o powieści Avoledo. Nie wiadomo skąd pojawiają się tutaj istoty o umiejętnościach metafizycznych, które, swoją obecnością, rujnują całą historię.
Choć nieliczne, książka ma również swoje jasne strony. Prosty język sprawia, że czyta się szybko i przyjemnie. Sam Autor niewątpliwie ma potencjał do pisania ciekawych powieści fantastycznych, jednak "Korzenie niebios" zdecydowanie nie pasują do niezapomnianego klimatu "Uniwersum Metro 2033".
Podsumowując, stwierdzam tylko, że spodziewałam się więcej. Jest to najsłabsza (spośród wydanych do tej pory w Polsce) część serii.
"Dziwnie jest poruszać się w otwartej przestrzeni. Żyję od tak dawna pod ziemią, że chyba doznałbym szoku pod rozgwieżdżonym niebem. Ale gwieździste niebo należy już do przeszłści. Pokrywa chmur, z której spada lepki śnieg, jest jak niskie sklepienie grobowca. Czasami myślę sobie, że Ziemia stała się olbrzymim grobem, mogiłą dla całej ludzkości, i że my, nieliczni ocaleni, jesteśmy jedynie niewygodnymi anomaliami statystycznymi,żałosną resztą z działania matematycznego, które powiodło się niemal perfekcyjnie."
Jako ogromna fanka "Uniwersum" z niecierpliwością czekałam na moment, w którym dane mi będzie sięgnąć na półkę po "Korzenie niebios". Zachęcona dodatkowo opinią samego twórcy projektu, przeczytałam i... zawiodłam się.
Na tle innych części ta wypada słabo. Sama fabuła nie zachwyca. Ksiądz John Daniels wyrusza z Rzymu do Wenecji w celu odnalezienia tamtejszego Patriarchy, co umożliwi wybór nowego papieża. Głównemu bohaterowi towarzyszy w podróży banda zabijaków, od początku negatywnie do niego nastawionych. Dodatkowo wspomniana wesoła gromadka nie ułatwia wykonania zadania.
Cała akcja przeplatana jest filozoficznymi rozważaniami kapłana. Jego postawa wobec Boga jest niestabilna i zmienia się w zależności od sytuacji, w jakiej znajduje się bohater. To niestety czyni książkę zwyczajnie nudną.
Tym, co pozbawia "Korzenie niebios" uroku właściwego serii, jest zdecydowanie zbyt duża ilość elementów nadprzyrodzonych. Świat wykreowany przez Dmitrija Glukhovsky'ego pełen jest stworzeń, których istnienie jest efektem katastrofy nuklearnej. Wszystko jest jasne i logiczne, czego niestety nie można powiedzieć o powieści Avoledo. Nie wiadomo skąd pojawiają się tutaj istoty o umiejętnościach metafizycznych, które, swoją obecnością, rujnują całą historię.
Choć nieliczne, książka ma również swoje jasne strony. Prosty język sprawia, że czyta się szybko i przyjemnie. Sam Autor niewątpliwie ma potencjał do pisania ciekawych powieści fantastycznych, jednak "Korzenie niebios" zdecydowanie nie pasują do niezapomnianego klimatu "Uniwersum Metro 2033".
Podsumowując, stwierdzam tylko, że spodziewałam się więcej. Jest to najsłabsza (spośród wydanych do tej pory w Polsce) część serii.
